magda.nurkiewicz.pl
Kontakt

Napisane ponad rok temu…

9 października, 2011



Dziennikarze mają kilka tematów, o których zawsze można podyskutować, gdy nie ma pomysłu na nic innego. A są takie dni – aż się wierzyć nie chce, prawda? – że nic nowego nie zafundowali nam politycy, więc na kolegiach redakcyjnych proponuje się żelazne, zawsze aktualne i gwarantujące zainteresowanie odbiorców tematy. Tak na marginesie, odnoszę wrażenie, że nasze media są jedynymi w świecie zachodnim, które w tak dużym stopniu „żywią” się polityką. Pewnie to wynika z naszej najnowszej historii, przecież raptem dwadzieścia lat temu zaczęło się dziać na naszych oczach coś, co nas, obywateli, bezpośrednio dotyczyło. Nagle stało się ważne co mówi minister, poseł, premier czy prezydent, stacje radiowe zaczęły wyścigi o to, kto zaprosił do siebie kogoś ważniejszego, albo czego reporterzy stacji dowiedzieli się pierwsi. Czołówki gazet obwieszczały obalanie kolejnych absurdów PRL-u, a telewizje pokazywały rodzącą się przedsiębiorczość w postaci szczęk na warszawskim Stadionie Dziesięciolecia i wszystko musiało być okraszone wypowiedzią polityka. Oni zresztą szybciej niż dziennikarze przyswoili sobie zasady marketingu politycznego i zorientowali się, że im więcej w mediach ich twarzy, tym większe szanse na ponowny wybór do czegokolwiek, byle było to stanowisko polityczne. W ten sposób powstał nowy zawód, nieźle płatny, dający poczucie władzy i wyjątkowości, z jedną tylko wadą: kontrakt jest raptem na cztery lata. Co więc robi normalnie myślący człowiek? Ano stara się ze wszystkich sił o przedłużenie tego kontraktu. Może to zrobić na dwa sposoby, po pierwsze być nieustannie w mediach; po drugie piąć się w hierarchii partyjnej. Zresztą jedno jest z drugim powiązane, im ważniejszy polityk, tym go więcej w mediach, im więcej go w mediach, tym jest ważniejszy w swojej partii. A my, ciemny naród, głosujemy na tych, których znamy z widzenia, którzy nam się opatrzyli, bo zajęci jesteśmy budowaniem naszego kraju i nie mamy czasu na wgłębianie się w mętne programy kandydatów do zawodu polityka. I wydaje się, że całkiem dobrze nam idzie, wszystko co mogliśmy jako obywatele zbudować, zostało zbudowane. Potykamy się jedynie o to, co należało do państwa, czytaj: do polityków. Kowalski z Nowakiem autostrady nie wybudują, szpitala nie wyposażą, szkolnictwa wyższego nie zreformują. Politycy zresztą też nie. Zbyt są zajęci bieganiem po stacjach telewizyjnych i radiowych oraz pozowaniem do zdjęć fotoreporterom. A o temacie zastępczym, który może być, choć nie musi,  pomysłem na wyjście z tego zaklętego kręgu kontraktu politycznego, przy następnej okazji.


Ten wpis należy do kategorii Nie-codziennik